Babki i ciasta ucierane · Ciasta czekoladowe

Ambasador – kokosowa pychota…

IMG_1584

Ambasador to jedno z ciast mojego dzieciństwa i do dzieciństwa mnie przeniosło, choć nie w taki sposób, jak myślicie :)

Otóż, gdyby ktoś z Was chciał posłuchać jakichś historii z wczesnych lat mojego życia, usłyszałby prawdopodobnie jedną z dwóch historii. Pierwsza to mój niechlubny debiut krawiecki, gdy to nie wysilając się zbytnio przyszyłam sobie czarny guzik do czarnych spodni białą jak śnieg nicią. Tak, wiem – sprytnie ;) Cóż, żyłam wtedy w świecie książek i mojej nad wyraz wybujałej wyobraźni i nie przywiązywałam wagi do takich drobiazgów. W zasadzie wydarzenie to przeszłoby bez większego echa, gdyby nie moja odpowiedź na pytanie mamy, jak ja zamierzam radzić sobie w życiu, gdy już będę miała męża, dzieci i trzeba im będzie coś przyszyć. Otóż bez zastanowienia palnęłam wtedy, że mam zamiar wyjść bogato za mąż i wynajmować krawcową do takich zadań :)) Prawda, że bardzo życiowe podejście? :) Co prawda mój mąż bogaczem nie jest, ale za to szyje o niebo lepiej, niż ja, więc nie ma źle ;)

Druga rodzinna opowieść na mój temat dotyczy już sztuki kulinarnej. Jest to historia pewnej zupy, którą miałam za zadanie dogotować i przyprawić, w razie potrzeby. To była grochówka (nie dano mi o tym zapomnieć ;), a ja miałam coś koło 9-ciu lat. Co tu dużo mówić – obiadu nie było. Doprawiłam zupę tak skutecznie, że nie dało jej się zjeść. Pamiętam, jak zdejmowałam pojemnik z solą z takiej kaflowej kuchni, którą jeszcze wtedy mieliśmy. Dziś już wiem, że to był co najmniej drugi raz tego dnia, ale wtedy moja pamięć krótkotrwała zawiodła i w zupie wylądowało pewnie z pół kilo soli. Rodzinka do dziś mi tamtą zupę wypomina. Chyba musieli mieć na nią ogromną ochotę. Upss :)

Jak się mają te dwie historie do Ambasadora? Otóż jego przygotowanie okazało się prawdziwą lekcją pokory. Mimo, iż dziesiątki razy widziałam mamę robiącą to ciasto i sama również je wcześniej piekłam, tym razem udało mi się dopiero za trzecim razem! Uwierzycie?!? Ja nie mogłam. Dwa razy wyjęłam z pieca coś, co trudno nawet zakalcem nazwać. Ok, przyznaję – pierwszy raz to była moja wina, bo zapomniałam dodać białka do ciasta i wszystkie poszły w bezę (tak to jest, jak się buja w obłokach w kuchni ;), ale drugi raz, to już dla mnie wielka niewiadoma.

I tak, przypomniałam sobie szybciutko dlaczego długo miałam w domu opinię kulinarnej nogi i stanęły mi przed oczyma wszystkie przypalone zupy, rozpadające się ciasta oraz zwarzone kremy. Nie poddałam się jednak, tylko zakasałam rękawy i z determinacją rozbiłam kolejne sześć jaj. Nie mogłam się poddać! Nie po to od ponad pół roku piekę dziesiątki ciast i ciasteczek, żeby udowodnić sobie i innym, że piec mogę nawet ja :)

W końcu się udało. Ciasto wyszło i smakowało wspaniale :) Jak się okazało problem tkwił w rozmiarze formy. W przepisie mamy nie był podany, a moja pamięć zawiodła i użyłam zbyt małej. Ciasto rosło zbyt wysoko i nie przepiekało się w środku. Eureka ;)

Ambasador to pyszne, wilgotne ciasto czekoladowe z chrupiącą kokosową bezą na wierzchu. Na pewno wielu z Was o nim słyszało, a nawet miało okazję skosztować. W przygotowaniu bardzo proste, mimo moich z nim zmagań ;). Będzie smakowało zarówno wielbicielom czekolady, jak i fanom kokosa.

Polecam :)

Składniki na prostokątną formę o wymiarach około 24 x 32cm:

  • 250g niesolonego masła
  • 2 i 1/2 szklanki cukru
  • 3 łyżki kako
  • 6 łyżek wody
  • 6 dużych jaj (białka i żółtka oddzielnie)
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 200g wiórków kokosowych

Wykonanie:

Masło, 1/2 szklanki cukru, kakao oraz wodę umieść w rondelku i podgrzewaj, aż masło się rozpuści. Zagotuj, zdejmij z palnika i odstaw do wystudzenia.

Zimną masę przelej do dużej miski. Dodaj do niej 6 rozbełtanych żółtek oraz mąkę i proszek do pieczenia. Wymieszaj dokładnie za pomocą rózgi kuchennej.

Z białek ubij pianę. Pod koniec ubijania dodawaj stopniowo pozostałe 2 szklanki cukru, aż piana będzie będzie gęsta i lśniąca.

Połowę piany z białek dodaj do ciasta czekoladowego i wymieszaj delikatnie. Do reszty dodaj wiórki kokosowe i zmiksuj.

Ciasto przelej do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Wyrównaj. Na wierzch wyłóż porcjami bezę z wiórkami kokosowymi.

Piecz w temperaturze 180°C przez około 45 minut, aż beza się zrumieni, a patyczek wbity w środek ciasta będzie po wyjęciu suchy (może na nim być trochę kokosowej bezy).

Upieczone ciasto pozostaw na chwilę w formie, po czym wyjmij delikatnie na kratkę i wystudź.

Smacznego :)

IMG_1585

IMG_1589

Reklamy

4 thoughts on “Ambasador – kokosowa pychota…

  1. Mmmm ciaato wydaje się być pyszne, pięknie się prezentuje… Ja z kolei pod nazwą ambasador znam ciaato, którego spód jest ala brownie a na wierzchu duzo kremu jasnego i ciemnego,, w jasnym świeże owoce a w ciemnym duzo bakali… Muszę sobie odświeżyć jego smak a Twój z przyjemnością chętnie wyprobuje ;)

    Lubię to

  2. Znałam ciasto z nazwy, ale wyobrażałam sobie je jakoś inaczej. Dzisiaj pokusiłam się o zrobienie, bo ochota na słodycz, w spiżarni jakoś ubogo a zwykły murzynek chyba się znudził. A tu taka murzynkowa wariacja- małosłodki kakaowy spód idealnie komponuje się z przesłodką bezą. No i ten kokos :) Pięknie wyrósł.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s