Bezy i ciasta bezowe

Makaroniki z ganache czekoladowym…

Image

Ta da! Moje pierwsze francuskie makaroniki :) Przyjęłam sobie za punkt honoru zrobienie ich z okazji Światowego Dnia Pieczenia i oto są. Daleko im co prawda do tych z cukierni legendarnego Pierre Hermé, ale jestem z nich mega dumna :)

Przepisów i porad, jak przygotować idealne macaroons znajdziecie w Internecie oraz książkach kucharskich mnóstwo. Większość mówi o aptekarskiej precyzji w odmierzaniu składników, sterylnie czystych przyrządach oraz konieczności posiadania termometru cukierniczego. Mnie osobiście napełniło to przerażeniem. Przecież ja ledwie jestem w stanie upiec jakąś tam babkę bez szkód w ludziach i sprzęcie, a co dopiero przygotowanie deseru tak skomplikowanego i wymagającego. Przyznam, że zwątpiłam mocno w powodzenie mojej karkołomnej, jak mi się wówczas wydawało, misji. Nastawiona na porażkę nakupiłam mielonych migdałów oraz cukru pudru w ilościach wystarczających na co najmniej kilka dobrych prób i lekko spanikowana zabrałam się do pracy.

Korzystałam z dwóch przepisów i z każdym wykonałam dwie próby. Co ciekawe w obu przypadkach pierwsza porcja makaroników była udana, podczas gdy druga pozostawiała wiele do życzenia. Ostatecznie jednak skłaniam się do przepisu drugiego, którego autorką jest niezawodna Lorraine Pascale – jedna z moich idolek :) Nie tylko nie wymaga on długich i żmudnych przygotowań, a nawet pomija termometr cukierniczy, którego nie posiadam i nie zdążyłam na czas zamówić.

Pierwsza próba, o dziwo udana, napełniła mnie pewnym optymizmem, ale do drugiej podchodziłam jednako niepewna efektu. I słusznie, bo masa już po chwili z efektownym plaśnięciem trafiła do kosza. Tu nastąpił moment lekkiego załamania i zaczęłam rozważać pójście śladami sporej, jak się okazuje, grupy koleżanek blogerek, które podchodziły do przygotowywania makaroników na luzie mocno podlewanym alkoholem ;) Butelka martini na kuchennej szafce, aż się prosiła o otwarcie :) Ostatecznie jednak wzięłam się w garść i stawiłam im czoła na trzeźwo. Kuchnia wyglądała po wszystkim, jak nazajutrz po wybuchu, ale dałam radę :D

Co do samych makaroników, to mam mieszane uczucia. Nie wiem, czy to dlatego, że kosztowały mnie tyle stresu i pracy (zwłaszcza sprzątania), czy też miał tu znaczenie mój ogólny brak zamiłowania do bezowych wypieków. Tak, czy inaczej szału nie było. Chłopakom smakowały bardziej, ja nie byłam zachwycona i wydaje mi się, że legenda trochę je przerosła, choć bardzo możliwe, że te oryginalne, przygotowywane przez mistrzów cukiernictwa zrobiły by na mnie większe wrażenie.

W każdym razie warto choć raz spróbować swoich sił i przygotować swoje własne makaroniki. W końcu to cukiernicza legenda :)

Polecam :)

Składniki:

  • 125g mielonych migdałów
  • 125g cukru pudru
  • 90g białka
  • 110g drobnego cukru do wypieków
  • 2 łyżki wody
  • barwnik spożywczy (możecie pominąć)

Dodatkowo:

  • 125ml kremówki 36%
  • 200g gorzkiej czekolady 70%

Wykonanie:

Migdały, cukier puder oraz 40g białka umieść w misce i wymieszaj szpatułką. Powinna powstać gęsta, jednolita masa. Dodaj barwnik spożywczy (pamiętaj, że po dodaniu reszty składników kolor będzie jaśniejszy, więc możesz na tym etapie dać nieco więcej barwnika) i wymieszaj dokładnie.

Cukier oraz 2 łyżki wody umieść w rondelku i zagotuj na małym ogniu. Gdy zacznie wrzeć, podkręć temperaturę i gotuj, aż zacznie gęstnieć i powstanie syrop (u mnie trwało to około 2 – 3 minuty). Łatwo sprawdzić, czy syrop jest gotowy wkładając od niego zimną łyżkę (syrop powinien na niej zastygnąć).

Podczas, gdy syrop gęstnieje, zacznij ubijać pozostałe 50g białka. Gdy piana zacznie gęstnieć, dodaj gorący syrop cukrowy. Wlewaj do cienkim strumieniem, cały czas ubijając, aż piana będzie gęsta i lśniąca, jak na bezy.

Tak ubitą pianę przełóż do misy z pastą migdałową i wymieszaj delikatnie szpatułką. Staraj się zrobić to delikatnie, ale też szybko, nie wykonując zbyt wielu ruchów, bo masa stanie się rzadka i makaroniki rozpłyną się.

Przełóż masę do rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką o średnicy około 1cm i, trzymając szprycę pionowo, wyciskaj kółka o średnicy około 2cm na blachę wyłożoną papierem do pieczenia lub matą teflonową. Gdy skończysz, upuść blachę kilkakrotnie na blat, by wierzch makaroników się wyrównał.

Odstaw blachy na minimum pół godziny. W tym czasie powierzchnia ciasteczek powinna się ściąć, co ustabilizuje je.

Piecz makaroniki w temperaturze 170°C przez około  12 – 15 minut. Studź na blasze i odrywaj z papieru dopiero, gdy będą całkiem zimne.

Podczas, gdy makaroniki stygną, przygotuj ganache. Czekoladę posiekaj i umieść w misce. Kremówkę zagotuj i zalej nią czekoladę. Poczekaj chwilę, aż czekolada zacznie się rozpuszczać. Wymieszaj całość, aż zacznie błyszczeć i wstaw do lodówki, żeby stężała.

Składaj makaroniki, nakładając ganache na jedną połówkę ciasteczka i przykrywając drugą. Przełożone podawaj od razu.

Bez masy makaroniki zachowają świeżość dłużej przechowywane w szczelnie zamkniętym pojemniku lub zamrożone.

Smacznego :)

Image

Advertisements

3 thoughts on “Makaroniki z ganache czekoladowym…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s